Model głowy

Styczeń 25, 2010

Model głowy jest dosyć przydatnym atrybutem prze bawieniu się w robienie różnego rodzaju strojów. Nie zawsze chcemy przymierzać coś na sobie przed lustrem, a tym bardziej wykonywać tego na swojej głowie, aby miało odpowiednie wymiary. W tym wypadku możemy się właśnie posłużyć takim modelem. Jak go wykonać? Otóż to jest całkiem proste:

Potrzebne nam materiały:
- Bandaż gipsowy
- Folia spożywcza
- Gips (opcjonalnie)

A więc pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, to zawołać drugą osobę. Nie są to środki bezpieczeństwa (lecz może i to też), lecz samemu nie da się rady tego wykonać. Wkładamy do ust rurkę, przez którą będziemy oddychać – musi być odpowiednio szeroka, gdyż spędzimy tak trochę czasu. Następnie trzeba obwinąć się folią. Jest to konieczne, nie tylko dlatego, żeby się nie pobrudzić, a dlatego, że niezaschnięty, mokry gips jest szkodliwy dla skóry. Może powodować jej pękanie, dlatego również drugiej osobie zaleca się założenie gumowych rękawiczek. Bandaż należy pociąć na krótkie odcinki. Osoba, której model zamierzamy wykonać powinna się nie ruszać (każde poruszenie się może zepsuć końcowy efekt), zaś druga moczyć kolejno wcześniej przygotowane skrawki i nakładać. Czas, który należy odczekać to jakieś 15 minut, które wystarczą od wstępnego zaschnięcia. Potem całość powinna być odpowiednio sztywna, aby można było ją zdjąć. Rozcinamy model wzdłuż karku, rozchylamy i wyjmujemy głowę. Całkowite usztywnienie powinno nastąpić po 24h. Opcjonalnie można wtedy rozrobić gips w proszku i wysmarować nim wnętrze modelu, co nada mu sztywność. Nie jest to jednak konieczne.

Pozdrawiam, Fixer


Tatooine I

Styczeń 20, 2010

W ostatni weekend odbył się we Wrocławiu konwent Tatooine I. Oczywiście nie zabrakło i mnie ;) A więc małe podsumowanie konwentu, oraz podziękowania.

Na miejsce wybrałem się z częścią Prakseum 16.01 pociągiem o godzinie 9:00. Kilka osób pojechała jednak dzień wcześniej, lub o 7:00. My jedna wybraliśmy ten pociąg. Oczywiście jazda podróż trochę trwa, więc nie dotarlżawali jednak plakietek, a przybijali pieczątki na rękę. Osobiście uważam, że jest to gorsze rozwiązanie, gdyż pod koniec konwentu były one u niektórych bardzo słabo widoczne, a bez nich nie można by było  dostać się do zamku (bo właśnie w zamku Leśnica odbywał się cały konwent). Dodatkowo identyfikatory są dobrą pamiątką z konwentu. Rozpakowaliśmy się na 2 piętrze w tzw. sali zabawowej. Zaraz potem rozpoczęła się pierwsza prelekcja, na którą się udałem: “Czego pragną droidy” Wedga. Oczywiście nie był to w żadnym wypadku czas stracony. Następna była prelekcja “Eskadra Łotrów na przestrzeni wieków” Deva i Bidona. O 13:00 maiła się zacząć moja prelekcja. Zacząłem się coś tam przygotowywać. Miała ona tytuł “Zrób to sam – stroje i rekwizyty z Gwiezdnych wojen”. Wcześniej przygotowałem sobie zdjęcia swoich “tworów”, abym miał na czego podstawie ją poprowadzi. Dostałem przydział na salę widowiskową i to był błąd. Zwyczajnie zjadła mnie trema i ponoć mówiłem o “kształtowaniu kształtów”. No niestety, ale jeśli kiedyś będę prowadził jeszcze taką prelekcję, to albo poproszę o małą salę prelekcyjną, albo będę czyta z kartki. Prelekcja oczywiście nie trwała zamierzonej godziny, a zaledwie trochę ponad 30 min. Miałem nadzieję więc, że zdążę na prelekcje Sheva “Głupoty Wojen Klonów”, lecz ta jednak skończyła się tuż prze moją. Kolejna była dopiero o 15:00, czyli “Ogniodmuchy pod poduchy, amphistaffy do szafy – bliższe spojrzenie na technologię Yuuzhan Vongów” Aquenrala i Skya. Oczywiście jak po dwóch największych znawcach Yuuzhan można było się spodziewać, była to jedna z najlepszych prelekcji konwentu. Następnie można było się trochę pośmiać, czyli chodzi tu o prelekcję Dzikiego i KAcperossa “Ogólnie o Gwiezdnych wojnach – jak opowiedzieć o tym świecie babci”. Zostało na niej prawie samo xeum, lecz na prawdę warto było. Niestety nie starczyło czasu, aby ją doprowadzić do końca, gdyż już ktoś czekał w kolejce z następną. Na sali widowiskowej zaczęłą się kolejna prelekcja Aquenrala, którą poprowadził wraz z Sevem, czyli “20 najważniejszych momentów w Star wars”. Były w niej oczywiście (jak na taki temat) elementy dyskusji. Zaraz po niej było przedstawienie grupy teatralnej Pomarańcze w uchu na skarpie bez kartki “Zemsta Fanów”. Musieliśmy trochę poczekać na korytarzu, aż wszystko przygotują, lecz trochę po czasie, ale nas wpuścili. Przedstawieni było całkiem dobre. Potem poszliśmy do sklepu zaopatrzyć się w odpowiedni prowiant, czyli w moim wypadku było to coś bezalkoholowy do picia (oczywiście byłem jednym z niewielu wyjątków w tej sprawie). Po powrocie zaczęła się mała imprezka. W sali widowiskowej trwał pokaz “fanfilmów”. Od czasu do czasu schodziłem, aby je pooglądać. Dopiero po ich zakończeniu rozpoczęła się prawdziwa zabawa. Wszyscy zebrali się w sali gdzie już rozlewali niebieskie mleko (mleko zabarwione barwnikiem spożywczym). Zaśpiewaliśmy kilka razy sto lat (gdyż w tej dacie zbiegło się kilka jubileuszy), a następnie wznieśliśmy toast. Było też pamiętne rozdanie Legnickiego lansu za rok 2009. Jako, że zająłem II miejsce, to też dostałem swoją nagrodę. Aby ją dostać musiałem oczywiście zrobić 20 pompek, oraz wypić z pucharu na raz mleko. KAcpeross podczas odbierania swojej wypił cały pojemniczek barwnika, przez co do końca konwentu  miał niebieskie usta. Po naszym lansie przyszedł czas również na lans Wrocławski, lecz ich był raczej utrzymany w uroczystej atmosferze, więc nie było już tak zabawnie. Niestety po gali wręczania nagród sala kinowa została zamknięta, więc nie mogliśmy obejrzeć Tureckich Gwiezdnych wojen, a szkoda. Całą noc spędziliśmy na rozmowach. Oczywiście nie mogło się obyć również bez incydentów. Gdzieś koło godziny 2:00 Dziki zasną i duże grono osób uznało, że przyda się mu na plecach mozaika ;P Znalazły się tam takie działa, jak np. ojciec chrzestny i wszelkiego rodzaju napisy. W końcu się obudził, lecz bardzo szybko poszedł znowu spać. po pewnym czasie znowu się budził, lecz tu już w trochę innych okolicznościach. Zarzygał sobie całą twarz (miał ją przykrytą śpiworem), jak i kilka kurtek, które koło niego leżały. Było trzeba to wszystko ogarnąć i tu spisał się bardzo Sev. Dziki już umyty i ogarnięty położył się znowu. Wróciliśmy dalej do rozmów. Kiedy wstał raz jeszcze nie pamiętał, co się zdarzyło przez tą noc. Pierwsze słowa, które powiedział to było “Dlaczego mam mokre włosy”, ktoś mu odpowiedział “Bo zmywałeś z nich rzygi”, a on na to “A kto mnie obrzygał?”. Jednak na każdym konwencie musi być jakiś epik. W międzyczasie udaliśmy się na górkę tuż obok zamku, aby to na niej pozjeżdżać na drzwiach, fotelach innych wcześnie zostawionych tam przez kogoś przedmiotach. Tuż po tym, jak otworzyli game room poszliśmy pograć na XBoxach. Azzedar zaciągną nas jednak do gry “Magia i miecz”. Dzięki mojemu niewątpliwemu szczęściu (już w pierwszej turze zdobyłem kilka niezbędnych do przejścia kart i bonusów). Byłem już przy wejściu do piekła, gdy zdecydowaliśmy jednak, że przed wyjazdem warto będzie skoczyć na pizze. Udaliśmy się do najbliższej pizzerii. Gdy wróciliśmy do zamku zapadła szybka decyzja: jedziemy najbliższym pociągiem do Legnicy. Kilka osób zostało, lecz większość udała się na dworzec. Niestety ostatni wagon, któr zazwyczaj przejmujemy był już zajęty, więc musieliśmy usiąść wraz z “normalnymi ludźmi”. Po powrocie wszyscy byli już zmęczeniu i udali się w soje strony.

Podziękowania:
- Dla Aquenrala, za zorganizowanie xeum do wyjazdu i organizację rozdania nagród za lans
- Dla Wedga i Issu za organizację konwentu
- Dla KAcperossa za wypicie barwnika podczas gali i ogólnie wprowadzenie zabawowej atmosfery
- Dla Dzikiego za swojego epika
- Dla Seva za to, że zrobił porządek po epiku
- Dla Azzedara za poprowadzenie gry “Magia i miecz”, jak i za nocne rozmowy, a za to dziękuję również Hani
- Dla Hella za przedstawienie
- Dla Herkaya za robienie zdjęć
- Dla Imma za to, że w końcu mogliśmy się spotkać i choć krótko, to porozmawiać
- Dla Maqiusa za klątwe na dzikim, oraz interesujące rozmowy
- Oraz dla wszystkich pozostałych, o których wyżej nie wspomniałem

Pozdrawiam, Fixer


Muzyka

Styczeń 8, 2010

Tym razem nie będę mówił o swojej twórczości, ani o jakichś kontrowersyjnych sprawach, będę mówił o muzyce ;)

Muzyka jest jednym z nieodłącznych aspektów życia niemal każdego człowieka. Często można wiele dowiedzieć się o danej osobie po tym, czego słucha. Jest ona czymś więcej, czymś co łączy ludzi, lecz i w różnych celach jej słuchamy. Ja osobiście często coś sobie puszcza w celu zrelaksowania po całym dniu, lub zabicia nudy, lecz również gdy coś robię, gdyż przy niej lepie się pracuje. Słuchawki na uszach mam zawsze, gdy idę i wracam ze szkoły, gdyż wtedy nie odczuwa się tej pewnej monotonii. Także, gdy siedzę przy komputerze zawsze coś włączam. Szczerze mówiąc trochę trudno mi jest wyobrazić sobie świat, bez muzyki, lecz wiem że byłby (przynajmniej dla mnie) dużo uboższy.

Każdy ma jakiś swój, konkretny gust muzyczny. Jest on indywidualny dla każdej osoby. Niektórzy lubią rocka, inni rap, pop, techno, muzykę instrumentalną, metal, lub jeszcze coś innego. Ja osobiście pałam sympatią do muzyki filmowej. Moimi ulubionymi kompozytorami są: John Williams (dzięki muzyce do Gwiezdnych wojen, Indiego, Parku Jurajskiego), James Horner (dzięki Avatarowi), Mark Griskey (dzięki muzyce do gry The Force Unleashed), Michael Giacchino (za Star Treka XXI i LOSTa, oraz Fringea), Jesse Harlin (za Republic Commando), Fabrice Aboulker (za Chrisa Colorado), oraz Bear McCreary (za Battlestara) i inni, których tu nie wymieniłem. Prócz tego typu muzyki słucham dodatkowo rok, pop jak i również metal. Nie przepadam jednak za technem, jak i polskim popem. Ostatnimi czasy słucham dość dużo już wcześniej wspomnianego Jamesa Hornera, a dokładniej jego muzykę do Avatara.

Jeśli już mowa o muzyce, to trzeba by było wspomnieć również o portalu last.fm, który jest jednym z lepszych istniejących portali społecznościowych, a jest właśnie jej poświęcony. Wszystko, czego słucha się na swoim komputerze jest scroblowane i informacja o tym pojawia się w profilu. Można na nim sprawdzać, czego słuchają nasi znajomi, porównywać nasz gust z ich gustami, lecz i czytać o muzykach, oraz np. sprawdzać ich najbliższe trasy koncertowe. Chciałbym zachęcić was do zapoznania się z tym portalem ;)

Zachęcam również do refleksji, czym dla Was jest muzyka ;)

Pozdrawiam, Fixer


DL 44

Styczeń 6, 2010

Ciężki blaster DL 44 jest chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych broni w Gwiezdnych wojnach po mieczu świetlnym. Jeśli jednak ta nazwa nic Wam nie mówi, to podpowiem, że używał go Han Solo. Nie ma co zwlekać, trzeba brać się do roboty ;)

Najpierw materiały, które będą nam potrzebne:
- Płyta PCV o grubości 3 mm
- Rury PCV o różnych średnicach
- Farby w spreju
- Klej do PCV (może być do rur PCV)
- Akryl

Potrzebne nam narzędzia:
- Nożyk (będziemy nim ciąć płyty PCV)
- Mini szlifierka (można zamiast niej użyć papieru ściernego)
- Nożyczki
- Piłka do metalu (do cięcia rur PCV)

Przebieg produkcyjne jest bardzo zbliżony do robienia kuszy Wookieech, lecz warto to prześledzić jeszcze raz konkretnie na przykładzie DL 44. Wygląd tej broni zależy od właściciela i w tym aspekcie mamy pewną dowolność. Zaczynamy od narysowania na papierze i wycięcia wykrojnika, który posłuży nam do wykonania rdzenia. Trzeba pamiętać, aby uwzględnić takie elementy, jak spust i wcięcie na lufę. Wycinamy według niego gotowe warstwy rdzenia – mój składa się z pięciu warstw, lecz to zależy jedynie od nas. Pamiętamy też, że poszczególne warstwy nieco różnią się od siebie (np. jedynie w środkowej jest spust, a w wewnętrznych podpórka a lunetę). Nie szlifujemy ich od razu, lecz najpierw sklejamy je. Dopiero, gdy klej wyschnie i będą stale złączone wyrównujemy krawędzie. Do rączki doklejamy dodatkowo z obu stron jeszcze jedną warstwę PCV. Teraz możemy ją odpowiednio zeszlifować, aby uzyskać jej ostateczny kształt. Możemy na jej powierzchni wykonać ponadto czysto estetyczne rowki. Boki ozdabiamy wedle własnego uznania – nie ma konkretnych panów DL 44, które by narzucały jakieś ścisłe reguły. Czas na lufę. Jej najwęższą część zrobiłem z pisaka, gdyż nie mogłem znaleźć pod ręką odpowiednio cienkiej rurki z PCV. Kolejne elementy robimy już tradycyjnie, czyli nakładamy na siebie i sklejamy różnej średnicy rury PCV. Sam jej koniec, czyli ten lejowaty kształt, kształtujemy z akrylu. Całość wklejamy w rdzeń i zabudowujemy. Podobnie robimy lunetę, którą również przyklejamy. Możemy zrobić to w pewnym odchyleniu od ogólnej płaszczyzny. Wszystkie szpary i niepotrzebne otwory zakrywamy za pomocą akrylu. Całość odpowiednio malujemy. Tak, jak w przypadku kuszy możemy zrobić to dwoma kolorami (czarnym i srebrnym), aby nasz blaster był bardziej realistyczny. Po wyschnięciu farby możemy się cieszyć z dobrzy wykonanej roboty ;)

Chętnie odpowiem na wszystkie ewentualne pytanie

Polecam również zapoznanie się z resztą mojego zaplecza.

Pozdrawiam, Fixer


Podsumowanie 2009 roku Pańskiego

Grudzień 30, 2009

Czyli moja subiektywna, krótka ocena mijającego roku 2009.

Polityka:
W sferze ogólnoświatowej jednym z ważniejszych wydarzeń tego roku było zaprzysiężenie Baracka Obamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych. W odniesieniu do polski było to objęcie funkcji przewodniczącego parlamentu europejskiego przez Jerzego Buzka. Ogólnie rzecz biorąc, jednak ten rok w polityce nie wyróżnił się niczym nadzwyczajnym na tle poprzednich lat.

Społeczeństwo:
Jak co roku ludzie panikowali w obawie przed coraz to nowszymi chorobami, które w praktyce niczym się nie różnią od tych znanych od dawna. Jest to jednak schemat powtarzający się od kilku lat, dzięki czemu można stwierdzić, że za rok będzie zapewne to samo.

Kultura:
Ten rok zaowocował wieloma bardzo znaczącymi produkcjami filmowymi. Wśród nich znalazł się film, który uważam za jeden z najlepszych od czasów wynalezienia kamery – chodzi o niedawno wpuszczony do kin Avatar Jamesa Camerona. Dodatkowo wyszły takie dzieła, jak 2012 i Star Trek 11, które również zasługują na wzmiankę. Ponadto cały świat huczał z powodu śmierci gwiazdy popu – Michaela Jecksona. Osobiście nie słucham jego piosenek, lecz zdaję sobie sprawę, że jest to wielka strata dla świata muzyki.

Dla mnie:
Chciałem zacząć od tego, że w tym roku założyłem ten blog, co jest dla mnie bardzo ważne. Wstąpiłem również w szeregi Manda`Yaimu, w którym to dosyć szybko uzyskałem miano Mandaloriańskiego Superkomandosa Pierwszego. Rok ten odróżnia się również ze względu na dynamiczny rozwój mojej twórczości. Powstało w nim aż 8 replik. Z technik wyrobu rekwizytów zapoznałem się z obróbką gipsu, blachy, akrylu oraz PCV.

Ogólnie mijający rok można uznać (z mojej perspektywy), za udany, lecz trzeba mieć nadzieję, że następny będzie jeszcze lepszy ;>

Pozdrawiam i życzę szczęśliwego, nowego roku, Fixer


Kusza Wookieech

Grudzień 29, 2009

W końcu musiało do tego dojść – wziąłem się za militaria. Na pierwszy ogień poszła kusza Wookieech. Wykonałem ją tą samą techniką, co wizjer la Forge’a, czyli z PCV. Ten projekt był jednak bardziej skomplikowany, niż poprzedni. A więc tutorial, jak zrobić kuszę Wookieech:

Najpierw potrzebne nam materiały:
- Płyta PCV o grubości 3 mm
- Rury PCV o różnych średnicach
- Kawałek drutu
- Farby w spreju
- 2 piłeczki pingpongowe
- Klej do PCV (może być do rur PCV)
- Akryl (opcjonalnie)

Potrzebne nam narzędzia:
- Nożyk (do cięcia płyty PCV)
- Mini szlifierka (można zamiast niej użyć papieru ściernego)
- Nożyczki
- Piłka do metalu (do cięcia rur PCV)

Wymiary (które wyliczyłem na oko dla swojej kuszy)
- Całkowita długość: 79 cm
- Lufa: 47 cm
- Rozpiętość: 56
- Długość łuczyska: 64

A więc zaczynamy. Proponuję kierować się tym planem: http://www.ossus.pl/images/2/21/BudowaKuszy.JPG. Po pierwsze robimy rdzeń kuszy (patrz zdjęcie obok). W mojej składa się on z trzech nałożonych na siebie warstw. Wpierw wycinamy z papieru odpowiedni kształt. Sprawdzamy, czy przypomina on ten w pierwowzór. Jeśli tak, to wycinamy go z PCV. Staramy się zużyć jak najmniej materiału (nie wycinamy tego w samym środku, lecz tak, aby jak najbardziej przylegał do krawędzi). Następnie przerabiamy odpowiednio nasz papierowy wykrojnik, gdyż zewnętrzne warstwy rdzenia mają odpowiednio większe wcięcia, niż wewnętrzna. Je również wycinamy z PCV (tym razem dwie sztuki, gdyż umieścimy je po obu stronach warstwy środkowej. Górna część rdzenia nie może być pofałdowana, lecz musi być płaska, ze względy, iż tam później umieścimy lufę. Jeśli mamy już wycięte wszystkie warstwy (to jest 3), sklejamy je. Używamy do tego celu specjalnego kleju do PCV. Zostawiamy to do wyschnięcia. Kiedy już całość będzie stale połączona, szlifujemy wszystkie krawędzie, tak aby na zewnątrz nie było widać podziału na poszczególne warstwy. Przy szlifowaniu nie możemy zapomnieć o założeniu maseczki przeciwpyłowej, oraz okularów ochronnych (jest to bardzo ważne). Jeśli wszystkie krawędzie są równe i gładkie możemy uznać, że rdzeń jest gotowy do dalszej obróbki. Kolejnym etapem będzie wykonanie “resora energii”, oraz “komory zasilającej”. Można, tak jak ja to zrobiłem, wykonać z wycinek rdzenia podwyższenie dla tych elementów. Z rur PCV wycinamy krótkie odcinki, aby wykonać pojemniczki widoczne na schemacie. Z płyty PCV wycinamy kółka o średnicy odpowiadającej średnicy wewnętrznej rury. Wkładamy je nie za głęboko w wycięte z rur odcinki. Oba elementy sklejamy. Możemy je również od razu przykleić do rdzenia w odpowiednich miejscach. Niestety plan kuszy nie przedstawia nam jej od prawej strony, więc ja zaimprowizowałem, lecz równie dobrze można wykonać lustrzane odbicie lewej strony. Czas na wykonanie “zasilacza”. Tutaj już zrobiłem to samo po obu stronach rdzenia. Wycinamy z płyty prostokąciki o odpowiednio wyliczonych wymiarach. Mają one nam utworzyć pudełko, tylko że bez górnej podstawy. Gotowy kształt sklejamy bezpośrednio w docelowym miejscu jego usadowienia na rdzeniu. Następnie możemy dodać górną część zasilacza, która posiada na swojej powierzchni równoległe rowki. Wgłębienia te wykonujemy za pomocą płaskiego śrubokręta od linijki. Gotowy element wklejamy w odpowiednie miejsce. “Zapas amunicji” robimy tradycyjnie, czyli naklejamy na siebie dwa kwadraciki wycięte z płyt. Nie zapominamy oczywiście o spuście. Je osobiście w pierwszej fazie o nim zapomniałem i dodałem go dopiero w tym momencie prac poprzez wywiercenie niewielkiego otworu w docelowym miejscu i wklejenie w niego uchwyt spustu. Jeśli jest taka potrzeba możemy dodatkowo wzmocnić kolbę kuszy. Czas na lufę. Odcinamy kawałek rury o odpowiedniej długości i przyklejamy klejem w odpowiednie miejsce. Końcową jedną trzecią obudowujemy. Lunetę robimy z nałożonych na siebie odcinków rur PCV o różnych średnicach. Musimy oczywiście zrobić odpowiednie podpórki, które będą podtrzymywały lunety. Na końcu lufy kształtujemy dodatkowy celownik poprzez zgięcie paska wyciętego z płyty PCV, oraz na jego końcu wzmocnionego drutem, aby zachował kształt. Jednym z ostatnich etapów jest zrobienie łuczywa. Wycinamy z płyty odpowiedni element, a następnie ręcznie kształtujemy charakterystyczny, wygięty kształt (aby go zachować możemy do niego przykleić prostopadły pasek również wycięty z płyty PCV – widać taki na mojej kuszy). Na jej końcach należy umieścić “polaryzatory”. W mojej kuszy wykonałem je ze zwykłych piłeczek pingpongowych Całość przyklejamy do rdzenia kuszy. Możemy dodatkowo wzmocnić całość poprzez przewiązanie drutem. Na środku łuczywa przyklejamy krotki odcinek rury PCV będący lufą zapasową. Widoczne szpary (np. na łączeniu lufy z rdzeniem) możemy załatać akrylem. Możemy również dodać czysto estetyczne akcenty poprzez naklejenie w stosownych miejscach niewielkich prostokącików wyciętych z płyty. Całość trzeba teraz pomalować. Do tego celu możemy użyć farb dwóch kolorów. Najpierw nakładamy czarną, a gdy wyschnie na nią nakładamy w niektórych miejscach srebrną, co nada kuszy bardziej naturalny wygląd.

Kusza jest skończona. Możemy teraz coś upolować ;)

Chętnie odpowiem na wszystkie ewentualne pytanie

Polecam również zapoznanie się z resztą mojego zaplecza.

Pozdrawiam, Fixer


Avatar

Grudzień 26, 2009

Avatar to nowy film science-fiction Jamesa Camerona. Ostatnimi czasy jest on bardzo reklamowany, jako jeden z najlepszych filmów tego roku. Nie mogłem przegapić okazji i poszedłem na drugi dzień, od wpuszczenia jego na ekrany, do kina. Seans, na którym byłem, był puszczany w największej sali Legnickiego Heliosa.Trzeba było przyjść trochę wcześniej, aby wykupić zamówione bilety, gdyż zainteresowanie filmem jest całkiem spore. Przy wejściu trzeba było odebrać okulary 3D (gdyż film jest wykonany w tej technologii). Rozsiadłem się w fotelu i zanurzyłem się w filmie…

Nie będę wam opowiadał fabuły, gdyż zapewne część z was będzie chciała obejrzeć ten film, a nie chcę wam psuć zabawy. Wysunę tylko moje ogólne odczucia i spostrzeżenia. Trzeba by rozpocząć od efektów specjalnych. Od pierwszych sekund filmu widać, że producenci na nich nie oszczędzali. Każdy, drobny szczegół jest dopracowany, zwłaszcza w kolejnych częściach filmu, dziejących się w lesie. Całość jest wykonana technologią 3D (nie w takiej, jak pierwsza lepsza produkcja, gdzie są takie 3-4 efekty na film, lecz całość). Sprawia to niesamowite uczucie głębi, co jeszcze bardziej wciąga widza w ten świat. Na szczęście twórcy za to podarowali sobie scen scripte 3D, gdzie ma wyniknąć interakcja z widzem, dzięki czemu nie było odczucia sztuczności. Fabuła również nie pozostała zostawiona samej sobie. Jest ona bardzo wciągająca, nie postawiono jedynie na efekty. Jedna osoba powiedziała, że nie jest to zwyczajne S-F, lecz posiada wiele elementów baśniowych i w pełni zgadzam się z tą opinią. Cała koncepcja świata stworzonego w tym filmie jest bardzo interesująca.

Byłem na wersji z napisami. Początkowo zastanawiałem się, jak to będzie wyglądało, czy nie będzie przeszkadzało w oglądaniu, ale wszystko było OK. Czasami tylko, gdy apisy wchodziły na animację trochę się rozmazywały, lecz w żadnym stopniu nie przeszkadzały w oglądaniu.

Nie będę wam więcej o tym truł, a polecam abyście sami obejrzeli ;)

Pozdrawiam, Fixer


Volapük

Grudzień 24, 2009

Zastanawiałem się ostatnio nad różnorodnością języków na świecie. Jest ich ok. 6-7 tysięcy. Niemal każdy z nich jest przypisany do jakiegoś konkretnego kraju. Doszedłem do wniosku, iż ta rozpiętość jest niepotrzebna. Ograniczenia językowe powodują spowolnienie rozwoju technologicznego, gdyż mogą występować problemy z porozumieniem naukowców z różnych krajów. Jest to to również, a może przede wszystkim , utrudnienie dla zwykłych ludzi w porozumiewaniu się z osobami mówiącymi w innych językach. Nikt nie jest w stanie nauczyć się wszystkich języków świata, aby móc się płynnie z każdym dogadać. Myślę, iż dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie ogólnoświatowego języka. Nie mówię tu o teraźniejszym wpływie języka angielskiego, gdzie ludzie uczą się go, aby móc się porozumiewać za granicą. Chodzi mi raczej o wprowadzenie jednego języka, jako język urzędowy. Wszyscy w danym kraju musieli by znać ten język, a język ojczysty traktowało by się raczej jako język dodatkowy (jest to jednak część dziedzictwa, więc nie można by było całkowicie się go pozbyć). Na pewno nie udało by się ogarnąć od razu całego świata czymś takim, lecz można by było zacząć np. od krajów zrzeszonych w Unii Europejskiej. Pozwoliłoby to na lepszą współpracę pomiędzy  poszczególnymi krajami, lecz co ważniejsze zniknęły by bariery dla zwykłych obywateli. Nie byłby to proces szybki, konkretne skutki można by było zobaczyć dopiero po dziesięciolecie. Trzeba by było wprowadzać to stopniowo i wyłożyć ogromne pieniądze na edukację ludzi. Znalazły by się oczywiście osoby nastawione negatywnie do tego typu zmian, lecz bacząc na korzyści myślę że nie stanowili by oni raczej mniejszość. Nasuwa się jednak pytanie, jaki język byłby odpowiedni? Pierwszy na myśl przychodzi chyba język angielski, gdyż już w tym momencie jest on znany przez dużą część ludzi na ziemi i używany jest do komunikacji międzynarodowej.Alternatywą jest język o nazwie Volapüka. Jest on zlepkiem różnych języków świata. Został on właściwie stworzony w celu zastąpienia wszystkich narzeczy jednym, lecz w praktyce posługuje się nim garstka ludzi. Osobiście wybrałbym jednak język angielski do tego celu. Aby wprowadzić takie zmiany nie wystarczą jedynie dobre chęci, a potrzebna by była zmiana prawa międzynarodowego oraz szczere chęci ludzi. Jestem jednak zwolennikiem tego typu działań dążących do integracji krajów świata.

Pozdrawiam i życzę wesołych świąt, Fixer


Kozia Grypa

Grudzień 19, 2009

Grypa. Jest to chyba najbardziej roztrząsana sprawa każdej zimy. Wszystkie media straszą nas coraz to nowszymi chorobami. Firmy farmaceutyczne wypuszczają coraz to nowsze leki na walkę z nimi. Rządowi zarzuca się, że nie jest odpowiednio przegotowany. Lecz moim zdaniem są robione z igły widły. Co roku jest to samo. Coraz to nowsze zwierze może nas zarazić jakąś odmianą grypy. Zostaje to nagłośnione w telewizji i prasie. Zapomina się wtenczas o różnych epidemiach innych rodzajów grypy, które panowały rok, czy dwa lata temu, a skupia się na jednej, konkretnej. Co chwilę słyszy się, że ktoś umiera, nawet jeśli są to 2 zgony na tydzień na obszarze całej polski, abo i świata. Ludzi ogarnia panika. Media, które węszą, że mogą dużo zarobić nakręcają tę spiralę. Oczywiści producenci leków nie mogą pozostać obojętni. Pomimo, że nowe grypy są dużo łagodniejsze, niż ta zwykła i powoduje dużo mniej zgonów, które są wywołana jedynie przez powikłania pogrypowe (jeśli ktoś się nie wyleczy, a wykonuje ciężką pracę fizyczną), to i tak wystraszony tłum lgnie do aptek. Leki  te mogą nam pomóc szybciej wyzdrowieć, lecz tak na prawdę lepiej zostać w domach i samemu się wychorować, gdyż mogą one na przyszłość osłabić nasza odporność. Nadchodzi wiosna, czyli czas podsumowań. Oczywiście są wyciągane niewiarygodne liczby, które w większości przypadków są zawyżone, ale i tak nie dorównują tym opartym na zwyklejszych chorobach (jak zwykła grypa, czy gruźlica). Oczywiście latem nic o tym się nie mówi, a następnego roku wraca to tylko pod inną postacią. Była już ptasia grypa, świńska grypa, a teraz nawet i kozia grypa. Niedługo możemy się spodziewać psiej grypy, a nawet i rybiej. Ja osobiście nie boje się grypy. Uważam, że to wszystko jest strasznie wyolbrzymione i nie ma czego się obawiać.


Wizjer la Forge’a

Grudzień 15, 2009

Jest to urządzenie przedstawione w serialu Star Trek. Pozwalało ono niewidomemu la Forge’owi widzieć. Jakoż, że chciałem przetestować technikę wyrobu tego typu rzeczy z PCV, a więc postanowiłem odtworzyć ten rekwizyt.

A więc lista materiałów potrzebnych do jego wykonania:

- Płyta PCV o grubości 3 mm

- Klej do PCV

- Farba w spreju

- Karton

Narzędzia:

- Ostry nóż

- Papier ścierny

- Mini szlifierka (można ją pominąć, lecz bez niej wytworzenie wizjera będzie trudniejsze i pochłonie więcej czasu)

Cena artykułów potrzebnych do produkcji nie jest duża. Płyta (z której moglibyśmy zrobić nawet 5 takich wizjerów) kosztuje 20 zł. Ile zapłacimy za klej i farbę zależy tylko od tego, jakiej będą one jakości,lecz nie powinno wyjść zbyt drogo.

Wizjer składa się tak na prawdę z czterech części: podstawy dolnej, podstawy górnej, części przedniej, oraz części bocznych. Zacznijmy więc od wycięcia z kartonu podstaw, które posłużą nam jako szablony elementów z PCV. Nie ma do nich konkretnych szkiców do ściągnięcia, więc trzeba sobie samemu poradzić. Wycinamy najpierw jedną (górną). Odpowiednio ją przycinamy, aby mieć pewność, że potem nie będziemy pracować na darmo przy obróbce PCV. Jeśli mamy to gotowe, to bierzemy się za część dolną. Ma mieć ona dokładnie ten sam kształt, co górna, z wyjątkiem tego, że po jej wewnętrznej stronie, po środku robimy wycięcie na nos. Dzięki tym wykrojnikom wycinamy w PCV interesujące nas kształty za pomocą ostrego noża. Nie robimy tego jednak idealnie, lecz o jakiś centymetr szerzej od wcześnie wyznaczonych linii. Robimy to dlatego, gdyż nikt nie był by w stanie od razu, dokładnie wyciąć danego kształtu, a taka w pół obrobiona płaszczyzna da nam większe pole do manewru. Wszystko wykańczamy ostatecznie ostrym nożem, chyba że ma się pod ręką mini szlifierkę, która dużo lepiej sprawdzi się do tego zadania i to z niej radzę skorzystać (o ile ktoś taką posiada). Część przednią wizjera zostawiamy na koniec, gdyż to nie na niej będzie się opierała cała konstrukcja. Bierzemy się więc za boki. Wycinamy z PCV niewielkie prostokąciki, które mają docelową wysokość naszego wizjera (prócz tych 3 mm od góry i 3mm od dołu). Wyrównujemy ich podstawy i przyklejamy do dolnej części wizjera, tak aby go na bokach od wszystkich stron obudować. W płytkach najbardziej odsłoniętych wiercimy otwory. Mają one jedynie walory estetyczne, takie widnieją w oryginalnym wizjerze. Kiedy całość wyschnie, to przyklejamy również górną część wizjera. Można przed tą operacją na środku przykleić podpórkę, która nie pozwoli się zapaść świeżo sklejonej konstrukcji. Możemy wykonać ostateczny element wizjera, czyli jego charakterystyczną przednią część. To ona nadaje całości jej specyficzny wygląd. Należy wyciąć pasek o docelowej długości (długości łuku, w którym ma zostać osadzony), a jego wysokość powinna być o ok 1mm mniejsza, niż wysokość pomiędzy górną i dolną częścią wizjera. Szpara ta pozwoli na niewielkie pole widzenia przed nami. W pasku, co 5mm wykonujemy od linijki pionowe zagłębienia płaskim śrubokrętem (mają to być zagłębienia, a nie szpary wykonane nożem). Rowki te nadają wizjerowi odpowiedni kształt, jak i pozwolą na wygięcie tego elementu. Odpowiednio więc go kształtujemy. Sprawdzamy, czy dobrze leży i dokonujemy ewentualnych korekt położenia. Nakładamy klej na jego końcach, oraz na całej linii pomiędzy nim, a dolną częścią. Góry nie zaklejamy, pozostawiając sobie szparę do widzenia. Szlifujemy wszystkie wystające krawędzie. Wszystkie powstałe podczas produkcji szpary należy załatać klejem. Całą powierzchnię matowimy papierem ściernym  dla lepszej przyczepności farby. Możemy teraz całość pomalować. Gotowy wyrób możemy postawić na półeczce ;> Zapraszam również do zapoznania się z resztą mojej twórczości: http://frixer.wordpress.com/moja-tworczosc/.

Pozdrawiam, Fixer